Translate

środa, 4 lutego 2015

PROLOG

Było zdecydowanie za wcześnie - stwierdziła Julia Parker wychodząc z domu aby ten pierwszy

raz w swoim życiu udać się na Peron dziewięć i trzy czwarte. Czuła podniecenie a zarazem strach

przed nowym życiem. Choć już od dziecka wiedziała, że została obdarzona magicznymi mocami,

to na co czekała , to co pchało na usta tyle pytań, było jak sen.

- Pospiesz się! - zawołała mama. - Bo się spóźnimy! - dodała po czym odwróciła się i

przyspieszyła kroku. Julia też to uczyniła. Miała tylko jedenaście lat a już wysyłają ją do jakiejś

szkoły bez matematyki, przyrody, informatyki. I jak teraz ma się rozwijać? Nieco zrozpaczona

wsiadła do małego Golfa. Z tego co jej wiadomo była pół krwi czarodziejką. Mama Julii była po

prostu normalnym mugolem choć ci co ją znali czym prędzej uznaliby za czarodzieja ją niż jej

wąsatego męża wzrostu trochę większego od swojej jednej z córek. Jak już mowa o córkach,

rodzeństwo? Owszem. Julia szanowała swoją siostrę Pamelę, która także była czarodziejką.

Brata? W sumie też, choć czasami strasznie ją wkurzał. Dobrze, że dzisiaj Adam nie jedzie z

nami - pomyślała Julia. Nawet nie zauważyła jak dojechali przed dworzec King`s Croos.

- No to teraz twoja kolej mała- powiedziała Pamela rozbawiona na widok jej miny. - I nie martw

się tam jest naprawdę super.

- Chwila...a mają tam biszkopty? -zapytała Julia podejrzliwie. Co jak co, ale UWIELBIAŁA

biszkopty. Rodzeństwo próbowało jej wciskać duża magicznych słodyczy jak na przykład przez

wszystkich uwielbiane fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta, lecz jej ulubieńcami i tak były

tradycyjne biszkopty.

- Hahahaha - Pamela Wybuchnęła śmiechem. - nie martw się pojedziesz do zamku pełnego

czarodziei myślę, że coś się znajdzie - I z jej pomocą Julia wyciągnęła z bagażnika kufer. Dwa dni

przed wyjazdem Julia razem z rodzicami pojechała na ulicę Pokątną gdzie kupiła niezbędne

rzeczy a także najważniejszą w swym dotychczasowym życiu rzecz RÓŻDŻKĘ. Od zawsze o tym

marzyła a teraz w jej kieszeni spoczywa piękna długa różdżka z włosem jednorożca. I całe

szczęście bo to zawsze koń a Julia kocha konie. Tak samo jak swoją świnkę morską Lucy.

A właśnie.....

- Gdzie jest Lucy? - spytała zaniepokojona zatrzymując się w połowie drogi do dworca.

- Nie wiem przecież ty ją miałaś-odpowiedziała mama.

- CZEKAJ!! - pisnęła Julia - Chyba jest w bagażniku - dodała po czym rzucając kufer na ziemię

pobiegła w stronę samochodu. Biegła pocąc się z nerwów. Za rogiem ujrzała samochód.

Docierając do niego szybko otworzyła drzwi samochodu i ujrzała małą klatkę wciśniętą pod tylne

siedzenie.

- O boże - sapnęła wyciągając klatkę z Lucy . Zaraz dlaczego drzwi nie były zamknięte ? A może

to ona je otworzyła ? W końcu była czarodziejką . W takim stresie mogła zrobić wszystko.

Wracając do zdenerwowanych rodziców wyciągnęła z klatki Lucy i odgarnęła jej z oczu rude

włoski osadzone na małej ślicznej główce. Swoje lśniące brązowe włosy Julia też odgarnęła za
ucho.

- Więcej nam tak nie rób! ! - krzyknęła mama Julii.

- Dobrze przepraszam, ale nie mogłam jej tak zostawić - odpowiedziała urażona . A potem

odwróciła się i razem z rodzicami weszła na dworzec.

- Dziewięć i trzy czwarte - mruczała pod nosem patrząc na bilet. - Co to znaczy dziewięć i trzy

czwarte? - Spytała głośniej siostry.

- A właśnie to - odpowiedziała i wskazała na małego rudego chłopca biegnącego w ścianę.

- Ejj...co on robi!!! - zawołała Julia za znikającym chłopcem. W akcie wielkiego zaskoczenia Julia

otworzyła szeroko swoje piwne oczy.

- No to teraz ty - powiedział rozbawiony tata Julii pchając ją w kierunku ściany, której po obu

stronach wisiały tabliczki 9 i 10.

- Uspokój się i po prostu pobiegnij jak ten chłopiec - Powiedziała Pamela ponownie wskazując

tym razem na czarnowłosego chłopca w okularach. Nie no to nie był normalny chłopiec to..to...

- Harry Potter - wyszeptała Julia otwierając szeroko buzię. Chłopiec, który przeżył. Spróbuję

przynajmniej spróbuję. - No to pa, chyba zobaczymy się na święta co nie? -spytała rodziców.

- Pewnie, że tak - odpowiedziała mama. - A teraz biegnij bo nie zdążysz na pociąg - dodała

przytulając Julię. Ten ostatni raz Julia pomachała ręką i pobiegła w kierunku ściany.

Julia stała jak wryta. Młodzi czarodzieje w różnym wieku wsiadali do wielkiego czerwonego  parowozu.    

 Lucy nerwowo kręciła się po klatce ustawionej na kufrze. Dziewczyna westchnęła głęboko,

jedną ręką złapała kufer a drugą klatkę Lucy. Szła powoli w stronę najbliższego wagonu

rozglądając się dookoła. Piękne, dumne sowy pohukiwały w swoich klatkach.

Uwagę Julii przykuła śnieżna sowa, która śledziła ją swoimi bursztynowymi oczami. Była śliczna…

chwila, ten chłopiec obok niej to… znowu Harry. Łup! Kufer upadł na ziemię z hukiem. Julia

podniosła się z ziemi. Klatka świnki morskiej stała jakby nigdy nic obok, a główka Lucy wystawala

z domku. Dziewczyna otrzepała kolana i już sięgała ręką po kufer kiedy usłyszała czyjś głos.

- Nic ci nie jest? – spytał rudowłosy chłopak.

- Nie… przepraszam, zagapiłam się – odparła Julia nieco zmieszana. Odruchowo odgarnęła

kosmyk włosów za ucho.

- Następnym razem uważaj – dodał patrząc na Lucy, która wyszła z domku i biegała po klatce. – To świnka?

Julia przytaknęła i w tym samym momencie ujrzała drugiego, wyglądającego identycznie jak

rudowłosy, chłopca.

- Fred, chodź już. Musimy sobie zając miejsca.

Fred uśmiechnął się do Julii i zniknął razem ze swoim najwyraźniej bratem bliźniakiem w tłumie.

- Bliźniaki… - wyszeptała Julia.

Szybko pozbierała swoje rzeczy i ruszyła do pierwszego lepszego wagonu.

Kiedy pociąg zatrzymał się Julia ruszyła szybkim, ale niepewnym krokiem w stronę drzwi.

Chwilę musiała postać w kolejce do wyjścia,  zanim udało jej wydostać na zewnątrz.

Stała w tłumie uczniów nie wiedząc w którą stronę iść. Niepokoił ją fakt ze Lucy została sama w pociągu.

- Pirszoroczni! Pirszoroczni tutaj!

Julia zaczęła przeciskać się w stronę wysokiego… bardzo wysokiego, olbrzymiego mężczyzny o

włochatej ale przyjaźnie wyglądającej twarzy.

-Auuu! – pisnęła kiedy poczuła krótki ale mocny ból na plecach.

Na ziemi tuż przed jej stopami leżało jabłko. Dziewczyna domyśliła się że to ono sprawiło ból,

więc szybko schyliła się i już namierzała wzrokiem najbliższe otoczenie aby oddać jabłko

sprawcy. W oczy rzuciła jej się szczupła dziewczyna o długich blond włosach, która śmiała się

patrząc prosto na Julię. To pewnie ona – pozmyśla Julia. Zamachnęla się i jabłko już leciało w

stronę blondynki. Łup! Uderzyło ją  w samo czoło. Zdezorientowana poleciała do tylu i gdyby nie

jeden z rudowłosych bliźniaków, pewnie leżała by na ziemi. Dziewczyna jęknęła z bólu i spojrzała

na Julie wzrokiem pełnym nienawiści.

- No, dalej, za mną… są jeszcze jacyś Pirszoroczni? Patrzyć pod nogi. Pirszoroczni za mną! –

krzyknął olbrzym.

Julia pobiegła za nim. Olbrzym zaprowadził ich na skraj jeziora. Julia załadowała się do łódki

 razem z trojgiem innych pierwszorocznych. Chwilę potem byli już w Wielkiej Sali.

Przy stolach siedzieli uczniowie i z napięciem wpatrywali się w Tiarę przydziału , która właśnie

 skończyła śpiewać.  Profesor McGonagall wywoływała  po nazwiskach pierwszoroczniaków.

 Z każdą kolejna osobą niepokój Julii narastał. Bardzo chciała trafić do Gryffindoru, jak jej siostra Pamela.

- Granger, Hermiona!

Wszyscy dookoła Julii byli  równie zestresowani jak ona.

- Marnez, Eliza! – krzyknęła profesor McGonagall.

Do Tiary przydziału podeszła ta blond włosa dziewczyna którą Julia uderzyła jabłkiem.

 Na czole miała lekko fioletową śliwę. Julia uśmiechnęła się szyderczo na ten widok, lecz po

 chwili zdała sobie sprawę że owa Eliza Marnez może nie być miła i uprzejma.

- GRYFFINDOR! – krzyknęła Tiara.

Julia przełknęła ślinę, odgarnęła włosy za ucho i czekała nadal na swoją kolej.

- Parker, Julia!

Julia doznała lekkiego wstrząsu, lecz już po chwili kroczyła dumnie w stronę Tiary.

 Obserwowała innych uczniów siedzących przy stolach. W tłumie wypatrzyła owych bliźniaków,

którzy rozmawiali między sobą. Ktoś włożył jej Tiarę na głowę. Julia zacisnęła kciuki i mamrotała

niedosłyszalnie ,,chcę być Gryfonem,,.

- GRYFFINDOR! – krzyknęła Tiara.

Fala radości ogarnęła Julię. Natychmiast pobiegła do stołu Gryffindoru i szybko zajęła miejsce.

 Jednak nagle poczuła strach. Tuż obok niej siedziała Eliza Marnez i patrzyła na nią świdrując ją wzrokiem.

- Ech… przepraszam że walnęłam cię tym jabłkiem… - wymamrotała.

- Nie ma sprawy. – mruknęła Eliza i odwróciła głowę w stronę tiary bo właśnie w tym momencie

profesor McGonagall wyczytała nazwisko Potter. Wszyscy przy stole Gryffindoru zaczeli głośno

 klaskać. Julia zobaczył idącego w ich stronę Harry’ego. Julia i Eliza również zaczęły klaskać.

 Eliza wróciła do obserwowania  pierwszorocznych. Julia patrzyła z uśmiechem na innych Gryfonów.

- Weasley, Ronald!

Kolejny rudzielec ruszył do stołu Gryffindoru. Po wygłoszeniu przemowy przez dyrektora,

 wszyscy zabrali się do jedzenia. Julia była bardzo szczęśliwa. Trafiła do wymarzonego domu.

 Dziewczyna w zadumie obserwowała Freda i jego brata bliźniaka, ale kiedy ten drugi

 ( była pewna że to nie Fred ) wstał i na chwile gdzieś zniknął, z zamyślenia wyrwała ją Eliza
.
- Ten chłopak mnie złapał jak rzuciłaś we mnie jabłkiem - zaśmiała się.

- Tak?

Eliza wstała z krzesła i ruszyła w jego stronę. Julia nie wiedząc czemu ruszyła za nią.

 Fred przyglądał się im kiedy się do niego zbliżały.

- Dzięki że mnie złapałeś.

Rudzielec spojrzał na nią ze zdziwieniem, otworzył usta i powiedział:

- Nie wiem o czym mówisz… - wymamrotał.

- Nie ma sprawy! – wtrącił jego brat, który nagle pojawił się tuż obok nich.

Elizie odebrało mowę i patrzyła na nich z opadniętą szczęką  tak jakby zobaczyła ducha.

- O,  George, to jest ta dziewczynka od świnki o której ci mówiłem! – dodał Fred kładąc bratu rękę
 na ramieniu.

Julia uśmiechnęła się w odpowiedzi ( miała wrażenie że się zarumieniłą )

- Jestem Eliza Marnez. – przedstawiła się Eliza.

- Fred i George Weasley.

- A ja Julia Parker, dziewczynka od świnki.

Podali sobie ręce nawzajem. Potem Julia i Eliza wróciły na swoje miejsca.

 Kiedy wszyscy zaczęli się zbierać i iść za prefektami do swoich domów Julia również wstała

 i postanowiła iść za tłumem. Eliza zrobiła to samo.
 

Wstęp

                                           UWAGA 

   Jest to fan fiction zainspirowane Fredem i Georgem Weasley. 

Nazywamy się Eliza i Julia. Będziemy pisały opowiadanie ,,Miłość Ponad Magią,, - czyli o nas samych i o naszych przygodach w świecie Harry`ego Pottera. Będzie tam sporo wątków z książki. Rozdziały ogółem pisać będziemy narracją pierwszoosobową. Jeden z perspektywy Julii a jeden z Elizy.